Gestów hitlerowskich nie wykryto
ŚLEDZTWO W SPRAWIE ONROWCÓW UMORZONE

“Precz z żydowską okupacją”, krzyczeli m.in. podczas głośniej manifestacji 11 listopada 2009 r. działacze Obozu Narodowo – Radykalnego. Warszawska prokuratura umorzyła jednak prowadzone w tej sprawie śledztwo dotyczące nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, rasowych i wyznaniowych. Na zdjęciach z manifestacji nie doszukano się też hitlerowskich gestów.
Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Śródmieście dotyczyło dwóch kwestii – propagowania ustroju faszystowskiego poprzez wykonywanie gestu hitlerowskiego oraz nawoływania w czasie manifestacji do nienawiści na tle różnic narodowościowych, rasowych i wyznaniowych.
Prokuratura przesłuchała w tej sprawie kilkuset świadków – nie tylko uczestników manifestacji, ale też antyfaszystów, którzy próbowali ją zablokować oraz policjantów. Przeanalizowane zostały nagrania wykonane przez policję i materiały przygotowane przez telewizję.

“Pozdrawiali” manifestujących?

- Większość policjantów twierdziła, że nie widzieli, by ktoś wykonywał gesty hitlerowskie. Czterech funkcjonariuszy przyznało, że takie gesty widzieli, ale nie potrafili rozpoznać osób, które je wykonywały – podkreślił szef śródmiejskiej prokuratury Robert Myśliński

Podobnie było, z przesłuchiwanymi w tej sprawie antyfaszystami. Jak dodał Myśliński, sam kierownik ONR zeznał, że “jedynie pozdrawiał pozostałych uczestników manifestacji”, a nie wykonywał gestu hitlerowskiego. Zapewniał też, że nie jest zwolennikiem ideologii faszystowskiej.

Nagrania nie zarejestrowały

Tego typu gesty nie zostały też zarejestrowane na przeglądanych przez prokuratora materiałach filmowych. Słychać było na nich jedynie hasła “Polska nie Izrael” czy “Precz z masońską okupacją”.

Prokurator zdecydował się na umorzenie tego wątku ze względu na niewykrycie sprawców i “niewyczerpanie znamion czynu zabronionego”. Prokuratorzy nie doszukali się też nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, rasowych i wyznaniowych w hasłach wykrzykiwanych przez demonstrantów i zarejestrowanych na nagraniach.

Sprawę mają też antyfaszyści

Śledztwo w tej sprawie wszczęto w połowie listopada. W manifestacji zorganizowanej 11 listopada ubiegłego roku przez aktywistów Obozu Narodowo-Radykalnego uczestniczyło kilkaset osób, które wykrzykiwały m.in. “Precz z żydowskim szowinizmem!”, “Precz z żydowską okupacją”. Odpaliły też kilka stadionowych rac, skandując: “Wielka Polska katolicka” i “Nie płakałem po Wejchercie”.

Manifestację ONR próbowali zablokować antyfaszyści – w efekcie czego doszło do przepychanek z policją. Zatrzymanych zostało w sumie 14 antyfaszystów – siedmiu z nich usłyszało zarzuty naruszenia nietykalności i napaści na funkcjonariusza. W tej sprawie do sądu trafił już akt oskarżenia.

Ultraprawicowy Obóz Narodowo-Radykalny powstał w 1934 r., ale po trzech miesiącach działalności został rozwiązany. W 1993 roku organizacja została reaktywowana, zarejestrowano ją w 2003 r. – po wykreśleniu ze statutu odwołań do przedwojennego Obozu Narodowo-Radykalnego.

amk/mtom

/tvn24/

Od redakcji: Jan Mosdorf, współzałożyciel ONR-u, został zamordowany w Auschwitz za ratowanie Żydów (krytykował też modne na Zachodzie kopiowanie myśli faszystowskiej), Pawła Musioła hitlerowcy rozstrzelali, podobnie jak Stanisława Piaseckiego. Większość działaczy narodowo-radykalnych walczyła w ramach Narodowych Sił Zbrojnych przeciw Niemcom. Czy więc narodowcy nie byliby po prostu skrajnymi idiotami, gdyby “heilowali” oraz wielbili III Rzeszą lub Waffen-SS? Szczęśliwie prokuratura wyjątkowo stanęła po stronie rozsądku.

1 września 1939…

Posted by admin under Historia

1 września 1939 roku III Rzesza zaatakowała Polskę. Przez lata okupacji wymordowano 20% społeczeństwa. Symbolicznym jest fakt, że totalitarny system uderzył w naszą Ojczyznę tak okrutnym ciosem, jak zniszczeniem bezbronnego miasteczka – Wielunia. Socjalistyczna i szowinistyczna ideologia sprawiła, iż Polacy sprowadzeni zostali do roli niewolników, których ostatecznie należy eksterminować.

Naszym narodowym obowiązkiem jest pamiętać o tej podłej zbrodni, która doprowadziła nasz kraj do ruiny oraz o bohaterstwie jego obrońców. O Westerplatte, Helu, Bzurze, Warszawie i wielu, wielu innych…

Dwa newsy organizacyjne…

Posted by admin under Portal

Rozwój naszej strony idzie doskonale – nawiązaliśmy współpracę z serwisami Święty Krzyż oraz Tradycjonalizm.

Stat Crux Dum Volvitur!

Republika niszczy państwo

Człowiekowi społeczeństw nowoczesnych (tak zwanych rozwiniętych), „dobrze-myślącemu” dzięki wychowaniu przez masowe media i demokratyczną propagandę, państwo w formie innej niż republikańska wydaje się ideą, delikatnie mówiąc, egzotyczną. Twierdzenia, iż republika mogłaby zostać zniesiona, zapewne weźmie on szczerze za równie realistyczne, co twierdzenia, iż glob ziemski mógłby stać się płaski. Kojarzy wprawdzie, że w samej Europie istniejąc jakieś tam monarchie, a jeżeli jest wyedukowany nieźle, jak na standardy ludzi przymusowo przepuszczonych przez masowe, „bezpłatne” szkolnictwo, to może nawet umiałby parę wymienić – ale już pomysł, jakoby monarcha mógł mieć w państwie coś do powiedzenia, nie będąc ograniczonym do roli narodowej maskotki wyciąganej tylko na co bardziej nudne oficjalne imprezy, wprawi go w niebotyczne zdumienie lub wręcz w oburzenie. Dla człowieka Prawicy natomiast, inaczej, niż dla szarego zjadacza gazetowo-telewizyjnej papki, to niższość (i śmieszność) republikańskiej formy rządu pozostaje oczywista i niezaprzeczalna.

Według polskiego konserwatysty Teodora Jeske-Choińskiego (1854-1920) zastąpienie monarchii przez mieszczańską republikę musiało zaowocować pogorszeniem jakości rządów, ponieważ w rodach arystokratycznych, zwłaszcza w najważniejszym z nich – dynastii monarszej, przekazuje się z pokolenia na pokolenie tradycję służenia własnymi majątkami całej wspólnocie politycznej, obowiązuje w nich etos ofiarności; tymczasem mieszczanina, wyrosłego z handlu i rozumującego w jego kategoriach (czyli w kategoriach egoistycznej rywalizacji prywatnych interesów), tradycja taka nie krępuje, toteż postawiony na najwyższych stanowiskach państwowych, uprawia on politykę podporządkowaną w mniej lub bardziej zawoalowany sposób prywatnym korzyściom. Inny zachowawca, współczesny Jeske-Choińskiemu Stanisław Koźmian (1836-1922), przestrzegał, iż zwycięstwo republikanizmu wywołałoby w Europie powszechną anarchizację, groziłoby zapaścią cywilizacyjną: „Trudno zaiste dopatrzyć się tak we Francji, jak w całym europejskim społeczeństwie warunków potrzebnych, niezbędnych, do ustalenia się rzeczypospolitej, i mówię to nie dlatego, abym się kierował mniejszym lub większym pociągiem do tego lub owego kształtu rządu, ale dlatego, że przekonany jestem, iż Europa nie jest przygotowana do zniesienia republikańskiego, i że on niezdolny jest jeszcze wzmocnić podwalin naszych społeczeństw, zapewnić ładu i prawidłowego rozwoju cywilizacji i swobód. Małą też mam wiarę w przyszłość tego kształtu rządu w Europie, w jego zbawienność dla Francji. Monteskiusz już zauważył, że pierwszym warunkiem ustalenia się Rzeczypospolitej jest cnota, tylko cnotliwe społeczeństwa zdolne są znieść ten rząd; nasze społeczeństwa zepsute do szpiku kości, mogą go zaprowadzać, nie ustalą go jednak. Lecz pod zasłoną rzeczypospolitej, tego pięknego ideału, zapanować by mogły chwilowo wszystkie od dawna wrzące w naszym starym świecie namiętności, nienawiści, żądze i zalać Europę. Ten potop dużo by zniszczył, nic by nie rozwiązał. Demagogia nad Sekwaną, republikanizm we Włoszech, anarchiści i socjalna demokracja wszędzie, mogłyby sobie łatwo podać ręce, a wtedy naprawdę przyszłoby zapłakać nad współczesną cywilizacją. A nie ma co się łudzić, w Europie jedynie demagogia i socjalna demokracja mogłyby wlać w formę republikańską nowe życie, nowe namiętności, nową siłę; dawna bowiem moc, dawne myśli i namiętności republikańskie już się przeżyły i przepaliły, są to czcze słowa bez duszy!” A przecież Koźmian opublikował to memento w 1902 r., kiedy w Starym Świecie istniały zaledwie dwie republiki. Anarchizacja stanowi logiczną konsekwencję republikańskiej formy państwa. Już na poziomie symbolicznym monarchia (jeden na czele państwa) zapowiada jedność, zaś republika (wielu na czele państwa) – podział, kłótnie, waśń. Praktyka ustrojowa potwierdza tę prawidłowość, na co wskazywał rojalista Leszek Gembarzewski (1899-1944): „(…) najwyższa instancja apelacyjna w państwie, najwyższy organ państwa i narodu, aby należycie wykonywać swoje zadania, musi być obsadzony w sposób bezsporny. Wybory są zawsze sporem, a prócz tego dowolność składu kolegium wyborczego nie pozwala na danie wybrańcowi tego kolegium dostatecznej powagi. Tron dziedziczny przekreśla przeciwną zdrowemu rozsądkowi zasadę wskazania lepszego przez gorszych, zapewnia bezsporność ośrodka najwyższej władzy i pozwala nie zastanawiać się nad zawsze niedoskonałym i dowolnym składem kolegium wyborczego.” Republika przywodzi państwo do wewnętrznej anarchii, ponieważ wprowadzenie republikańskiej formy rządu niszczy równowagę ustrojową. Wewnętrzną równowagę zapewnia bowiem podział władzy, w (sformułowanej w młodości) ocenie konserwatywnego myśliciela Adolfa Bocheńskiego (1909-1944) możliwy do urzeczywistnienia jedynie w monarchii: „Znakomity francuski pisarz polityczny widział mianowicie ideał funkcjonowania państwa w tym, iżby rząd i administracja państwowa zależały personalnie wyłącznie od króla, iżby ciała ustawodawcze miały wpływ na politykę tylko przez pośrednictwo ustawodawstwa. Podział władz w ten sposób miał być zrealizowany w swej najbardziej integralnej formie. Stronnictwa polityczne nie miały mieć absolutnie żadnego wpływu na obsadzanie tek ministerialnych i stanowisk administracyjnych. System ten nazywał Monteskiusz po prostu monarchią, gdyż nie mógł wyobrazić sobie jego możliwości przy władzy republikańskiej. Gdy bowiem naczelnik państwa miał być wybierany przez partie posiadające większość w kraju i parlamencie, natychmiast zacierała się różnica pomiędzy władzą ustawodawczą a władzą wykonawczą. Podział władzy stawał się parodią, tak jak to nastąpiło w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej.” Polska nie stanowi tu żadnego cudownego wyjątku. Monarchista Karol Sienkiewicz (1793-1860), analizując dzieje ojczyste, doszedł do konkluzji, że „(…) respublika w Polszcze była i byłaby zawsze i koniecznie anarchią”. A ponieważ republikańska forma rządu osłabia i paraliżuje państwo – ciągnie je ku upadkowi, utracie geopolitycznej podmiotowości i przejściu pod kontrolę zewnętrznych ośrodków. „Republikancka anarchia (…) musi się skończyć obcym jarzmem.” – stwierdzał wprost monarchista Janusz Woronicz (1805-1874) w pracy „Rzecz o monarchii i dynastii w Polsce” (1839). Skoro republika sprzedaje naród, zdradza go, samo nasuwa się odpowiednie dla niej miano „republiki-dziwki”, wymyślone przez katolickiego bonapartystę Paula Graniera de Cassagnac (1842-1904). Dziwka to osoba kompletnie wyzuta z godności, a republikańska forma rządu pozbawia godności państwo, zachęcając jego mieszkańców do atakowania go w imię własnego widzimisię, uderzania w całość wspólnoty politycznej w imię egoizmu części – jak dowodzi angielski konserwatysta prof. Roger Scruton (ur. 1944): „Istnieją różne sposoby na to, aby mąż stanu stał się publicznym głosem narodu. Na forum krajowym można to osiągnąć przez ceremonię urzędu. W republice ceremonia wiąże się bezpośrednio z osobą prezydenta, kreując nieodparte poczucie realności władzy prezydenckiej. W monarchii ceremonia wiąże się z osobą monarchy: symbolizuje nie władzę i znaczenie konkretnego urzędu, lecz godność państwa. Trudno jest wątpić w mądrość takiego rozwiązania. Od czasu, gdy Francja i Włochy przestały być monarchiami, krajami tymi nieustannie wstrząsają zaburzenia, ponieważ opozycja musi tam sprawiać wrażenie nielojalnej. Zaszczyty państwowe pożyczają sobie kolejni prezydenci, którzy nie reprezentują państwa, lecz jakiś dominujący w danej chwili partykularyzm. Dlatego też konkurencyjny partykularyzm, przeciwstawiając się temu, który rządzi, musi przeciwstawić się państwu, jest ono bowiem utożsamiane z obecnym prezydentem.” Jeszcze trafniej niezdolność republiki do przyodziania państwa w płaszcz dostojeństwa opisał polski rojalista prof. Szymon Dzierzgowski (1866-1928). W jego opinii każda wspólnota narodowa wykazuje specyficzne potrzeby duchowe, związane z jej państwowością i ze sferą polityczną. Na potrzeby te monarchia odpowiada w sposób naturalny, podczas gdy republika wcale nie potrafi ich zaspokoić: „Ponieważ treść nie tak łatwo przenika umysł i zmysły, jak formy zewnętrzne działające na wyobraźnię, przeto władza korzysta z tych pozorów dla wzbudzenia i zwiększenia autorytetu. Pod tym względem władza monarsza ma wielkie prerogatywy. Otoczona jest ona legendami i podaniami odległych czasów, wspomnieniami bohaterskich i wielkich czynów przodków, tradycyjnymi symbolami władzy, pięknymi kształtami kostiumów dworskich i formami etykiety, regulującymi stosunki zewnętrzne życia Monarchy, niedostępnością dworu dla przeciętnego śmiertelnika zwiększającą wyobrażenie i poczucie wyższości. Władza demokracji uroku tego nie posiada, a niedołężne próby robione w tym kierunku często ją tylko ośmieszają i dyskredytują. Człowiek w głębi swej jaźni jest mistykiem i chętnie otacza aureolą nieznanych sobie i dlatego też inaczej odnosi się on do Monarchy, którego zna tylko z odległości, przeważnie w wytworze swej wyobraźni, a inaczej do prezydenta, którego znał uprzednio często nawet jako przeciętnego człowieka, drobnego urzędnika bez wyższych aspiracji, polotu myśli i ducha, znał dokładnie jego małostki życiowe, słabostki i śmieszności, których nikt nie jest do pewnego stopnia pozbawiony.”

Najłatwiej zauważalną wadą republiki jest nie żadna z funkcjonalnych ułomności jej ustroju, lecz jego (dostrzeżona przez prof. Dzierzgowskiego) śmieszność, widoczna gołym okiem na każdym kroku. Państwo na dłuższą metę nie może istnieć bez pewnej wzniosłości, która przenika do serce jego ludu, a wszelkie próby przydania takiej wzniosłości republice wywołują żałosny, tragikomiczny efekt i nieodmiennie rażą swą sztucznością. W monarchii władza pochodzi z najstarszego, najczystszego, najczcigodniejszego źródła – „z łaski Bożej” (łac. Dei gratia, niem. von Gottes Gnaden). W republice władza pochodzi od ciżby spoconych, rozemocjonowanych przekupek, sklepikarzy, kloszardów, wyrostków, więźniów, roboli, którzy produkują ją drogą wrzucania masy karteczek do tekturowego pudła. W monarchii majestat państwa, jego potęgę, historyczną chwałę i tradycje skupia w sobie jak w soczewce i personifikuje cesarz, król czy książę. W republice to samo ma czynić prezydent, czyli dosłownie „przewodniczący” – przewodniczący państwa, prezes państwa, jakby było ono jakąś spółką albo stowarzyszeniem. Monarchia ma dostojników, republika ma tylko urzędasów – choćby te urzędasy zajmowały najwyższe i najbardziej prestiżowe stanowiska. Monarchia posiada prawdziwe symbole, których znaczeniowe głębia i bogactwo sięgają aż archaicznych pokładów Mitu, co sprawia, że są źródłem duchowej siły oraz umieją aktywować moc polityczną. Symbole (?) republiki pod względem formy i funkcji sprowadzają się do biurokratycznych pieczątek. Monarchia to rządy elity zakorzenionej w tradycji – rządy w imieniu tradycji, na jej podstawie i w jej granicach. Republika to rządy hołoty bez korzeni, gdzie byle cham (w sensie zarówno pochodzenia, jak manier i kwalifikacji intelektualnych) może otrzymać najbardziej odpowiedzialny i eksponowany urząd do piastowania.

Cóż więc właściwie miałoby być ową nieusuwalną formą rządu? Ta republika – w Polsce wymyślona w 1918 r. przez socjalistów, poparta radosnym kwikiem przez prześcigających się w nowoczesności i demokratyzmie endeków, chadeków i ludowców, a potem gloryfikowana przez pół wieku przez komunistów jako jedyna dopuszczalna postać państwa? Dlaczegóż to dezyderaty zastąpienia jej czymś innym miałyby wywołać powszechne oburzenie ludności? Czy dlatego, że jest to forma państwa prawdziwie na miarę głupoty ludzi, że ich głupota odbija się w niej w sposób najbardziej doskonały?

Nie. Republika to wrzód na ciele państwa i narodu. Trzeba dołożyć wszelkich starań, aby ten wrzód pękł jak najszybciej. Podstawowym zadaniem dla prawicy (szeroko pojmowanej) powinna stać się walka przeciw republikańskiej formie rządu. Poszczególne jej środowiska i ugrupowania nie muszą bynajmniej głosić monarchizmu, muszą natomiast szerzyć wrogość do republiki (jakkolwiek najpełniejszym, integralnym przeciwieństwem republiki pozostaje oczywiście monarchia) – jak wiadomo, program negatywny (krytykujący i odrzucający swój przedmiot) z reguły wykazuje większą chwytliwość i łatwiej zyskuje posłuch od programu pozytywnego (afirmującego swój przedmiot). Jakimi metodami mogą posłużyć się prawicowe gremia, aby wykonać owo zadanie? Republikę należy zohydzić w oczach narodu. Prawicowcy powinni przeto podjąć pracę nad wprowadzaniem intelektualnej, kulturowej, politycznej mody na ośmieszanie i wykpiwanie republikańskiej formy państwa – najpierw we własnych środowiskach, a następnie we wszelkich innych grupach, na jakie środowiska te mogą oddziaływać. Obok mody, prawica powinna rozwinąć regularną, ofensywną propagandę antyrepublikańską, wykorzystując wszystkie dostępne dla siebie środki przekazu: rozniecać nienawiść do republiki, mobilizować przeciw niej emocje, zwalać na formę rządu winę za wszystko, co złego dzieje się w państwie (w czym zresztą tkwi więcej prawdy, niż się zrazu wydaje) itp. Obok mody i propagandy, ugrupowania prawicowe powinny konsekwentnie popularyzować poglądy antyrepublikańskie we wszelkich postaciach, dostosowanych do poziomu percepcji wszystkich warstw społecznych, a więc zarówno w postaci pogłębionej myśli historycznej, filozoficznej, historiozoficznej, politycznej, jak i w postaci mniej wyrafinowanej – publicystyki, a także artykułów dziennikarskich, komentarzy do bieżących wydarzeń itd., czy nawet beletrystyki. Ponieważ opozycyjność wobec republiki należy krzewić bez wyjątku wszędzie, gdzie się da, poszczególne osoby bądź grupy mogą z czasem podjąć działania na rzecz wprowadzenia wątków antyrepublikańskich do programów reżimowych (kartelowych), parlamentarnych partii politycznych.

Celem wyliczonych zabiegów (przy czym piszący te słowa nie przedstawia ich zamkniętej, wyczerpującej listy, a jedynie z grubsza szkicuje najważniejsze punkty) pozostaje rozpropagowanie postulatu zmiany formy rządu w Polsce i wprowadzenie go do sporów politycznych odbywających się w obrębie tzw. głównego nurtu – ku przerażeniu wielu ich dotychczasowych uczestników. Prawicowcy nie powinni nastawiać się wewnętrznie na sukces w perspektywie krótkofalowej (np. kilkuletniej), ponieważ osiągnięcie owego celu może zająć długie lata. A kwestionowanie republikańskiej formy państwa to dopiero pierwszy etap podważania obowiązującego paradygmatu politycznego. W perspektywie długofalowej prawica dążyć musi do stopniowego wprowadzania w obieg polityczny kwestionowania i podważania całości paradygmatu demoliberalnego.

Jako bezwzględnie szkodliwe trzeba ocenić wszelkie pojawiające się na luźno pojętej prawicy próby szminkowania i galwanizowania trupa republiki: zwoływane ostatnio „kongresy republikańskie”, publikacje pokroju głośnego swego czasu eseju „Dlaczego Polska potrzebuje neosarmackiego republikanizmu?” autorstwa p. Jana Filipa Staniłko i tym podobne. Projekty takie muszą zostać rozpoznane jako przejawy sabotażu, dywersji i rozbijactwa na prawicy – i w związku z tym być zwalczane z całą stanowczością.

Anty-republikanizm ma szansę stać się oryginalną i przykuwającą uwagę formułą polityczną, od dawna poszukiwaną przez polską prawicę – prawicę dotąd w ogromnej większości bezpłodną intelektualnie i zagrożoną kompletną bezideowością. Na płaszczyźnie politycznej najskuteczniej jednoczy wspólny wróg.

Adam Danek

30 lat “Solidarności”

Posted by admin under Historia

“Nie ma wolności bez solidarności!” – Jan Paweł II

Rewolucja

Posted by admin under Tradycjonalizm

x. dr Jules Didiot

Rewolucja

I. Wyraz ten oznacza:

l-o zmianę spraw publicznych, polityki ludzkiej: w tym ogólnym znaczeniu rewolucja może być dobra lub zła, prawowita lub nieprawowita, i o tej tu mówić niema potrzeby.

2-o ogół wypadków zaszłych we Francji między rokiem 1789 a 1801; wydarzenia te noszą, nazwę Rewolucji francuskiej i o niej tu głównie, choć nie wyłącznie, mówić będziemy.

3-o obszerny system teoretyczny i praktyczny życia osobistego, rodzinnego, społecznego i międzynarodowego, jaki mnóstwo pisarzy i innych działaczy od stu lat prawie usiłuje postawić na miejsce systemu dawnego, który się w znacznej mierze zasilał zasadami chrześcijańskimi: i to jest właśnie prawdziwe określenie rewolucji takiej, jak ją musi uważać Kościół i teologia, i w tym rozumieniu i my ją tu badać będziemy.

II. Rewolucja próbuje:

l-o sprowadzić człowieka indywidualnego do czystego racjonalizmu. To było właśnie marzeniem Rousseau’a. Na tym punkcie nie mógłby Kościół wchodzić w jakiekolwiek układy, nie przecząc jednocześnie sobie samemu i nie niszcząc chrystianizmu. Od stu lat z górą wszyscy papieże i sobór Watykański z r. 1870 głośno potępiali tę formę rewolucji, a dowodów tego potępienia ani przytaczać ani uzasadniać niema potrzeby.

2-o Rewolucja chce odchrystianizować rodzinę, odzierając ją z charakteru religijnego, z węzła sakramentalnego, z jej nierozerwalności, a nawet odejmując jej prawo do istnienia, gdyż wielu rewolucjonistów w teorii a niekiedy także i w praktyce zastępuje małżeństwo chrześcijańskie konkubinatem i miłością wolną. Kościół na tym punkcie w żaden sposób nie może wchodzić w jakiekolwiek układy, a Pius IX i Leon XIII silniej jeszcze aniżeli ich poprzednicy stwierdzili prawa i święte obowiązki rodziny.

3-o Rewolucja chce postawić Kościół i wpływ jego, Chrystusa i Jego wiarę, Boga i wreszcie wszelki duchowy pierwiastek poza działalnością społeczną: tego właśnie próbowała dokonać we Francji począwszy od r. 1793, tego ponownie chciała w Paryżu w r. 1870, to chciałaby na nowo rozpoczynać wszędzie, gdzie tylko może się utrwalić materializm i wolnomularstwo. Porwanie wszelkich węzłów, łączących państwo z Kościołem, negowanie władzy świeckiej, zniszczenie doczesnej władzy Papiestwa przesada we wszystkich swobodach politycznych, posunięta aż do zupełnej samowoli, – oto są pierwszorzędne objawy tego działania rewolucyjnego, przeciw któremu oczywiście Kościół nie może ze wszyst­kich sił swoich nie oddziaływać.

4-o Rewolucja chce w stosunkach międzynarodowych prawo zastąpić brutalną siłą a sumienie wyrachowaniem, posuwa się aż do możliwie zupełnego zniszczenia wszelkiej różnicy i wszelkiej przegrody między oddzielnymi ludami, które natomiast zamienić pragnie w jedno olbrzymie społeczeństwo bez Boga i bez duszy. Jakże tedy możnaby przypuścić, że Kościół mógłby kiedy się bratać z podobnymi zbrodniami społecznymi i z podobnymi mrzonkami?

Bez wątpienia w rewolucji bywają różne odcienia, i nie wszyscy rewolucjoniści dochodzą aż do tych oznaczonych wyżej krańcowości. Ale można i trzeba nawet to przyznać, że logika odnieść każe wszystkie te następstwa do zasad naturalizmu i racjonalizmu. Diabeł jest filozofem, mawiał Dante. To też sobór Watykański w Prologu do swej Pierwszej Konstytucji dogmatycznej bardzo słusznie wiąże współczesną nam rewolucję, której wybryki strachem świat przejmują z religijnym a często już wówczas politycznym i społecznym przewrotem XVI wieku. Jakiż będzie koniec tego wszystkiego? My tego nie wiemy, ale Kościół nam mówi (Ibidem i Leon XIII passim w swych odezwach), że jeśli społeczeństwo ludzkie ma się uchronić od katastrof, jakimi mu grozi rewolucja, dokona tego jedynie przez szczery powrót do nauki i praw katolicyzmu.

III. Z pomiędzy zarzutów, czynionych Kościołowi na korzyść rewolucji, wyrzucamy te, które się odnoszą do zasad dogmatycznych, moralnych lub historycznych, a które omawiamy w innych artykułach tego dzieła. Następne zaś zarzuty noszą odrębny charakter, i dlatego zatrzymamy się nad nimi przez chwilę.

l-o. Rewolucja jest koniecznym wytworem rozwoju rodu ludzkiego.

2-o. Rewolucja rodzi się z postępu, wytwarza postęp i sama jest postępem.

3-o. Jest ona istotnym prawem człowieka, który może zmieniać porządek polityczny, jeśli w tym znajduje przyjemność lub co najmniej korzyść.

4-o. Rewolucja jest prawowitym dojściem do władzy i dobrobytu klas ludności, niezdolnych dotychczas lub niemogących nimi się cieszyć.

5-o. A sam chrystianizm czymże był początkowo, jeśli nie jedną z form rewolucji?

6-o. Jeśli zaś rewolucja jest dziś z nim w rozterce, to dlatego, że chrystianizm niesłusznie się przekształcił w instytucję polityczną.

7-o. Rewolucja o tyle tylko jest niemiła duchowieństwu i katolikom, o ile ci są niechętni i oporni prawom.

8-o. Rewolucja zatem jest faktem pomyślnym dla Kościoła, jeśli oboje zgodzą się być rozumnymi.

9-o. Tym więcej, że rewolucja uwolniła Kościół od gallikanizmu i józefinizmu, to znaczy od tyranii państwa.

10-o. To też w rzadkich chwilach przewagi sprawiedliwości i uznania Kościół sankcjonował rewolucję, naprzód we Francji konkordatem z r. 1801, a następnie indziej podobnymiż układami z państwem.

IV. Pomijając niektóre szczegóły charakteru więcej historycznego lub dyplomatycznego, aniżeli teologicznego i filozoficznego, odpowiadamy:

1-o. Konieczny rozwój rodu ludzkiego, fatalistycznie wytwarzający rewolucję, jest mrzonką, a jednocześnie ciężkim błędem przeciw pewnym dogmatom rządów Opatrzności nad światem, jakoteż przeciw wolności człowieka w czynach jego prywatnych i publicznych. Co bywa fatalistycznego w życiu narodów, to następstwa ich występków i namiętności. To też narody mają obowiązek oddziaływać przeciw wszelkim złowrogim uniesieniom. Rewolucja dlatego zjawiła się na świecie, że ten świat dobrowolnie się poddał działaniom pychy, samolubstwa i zmysłowego zbytku.

2-o. Pewne źle równoważone i źle kierowane objawy postępu, mogły towarzyszyć a nawet ułatwiać początki rewolucji, tak samo jak mogą towarzyszyć jej rozwojowi i takowy ułatwiać; ale rewolucja wcale nie jest córą prawdziwego postępu, ani jego oznaką, ani jego przyczyną., ani tym mniej samym postępem: dowodzi tego bezspornie uczyniona przed chwilą, analiza pierwiastków rewolucyjnych.

3-o. Nieprawdą jest, jakoby człowiek mógł prawomocnie zmieniać porządek polityczny dla swej przyjemności lub wyrachowania, Są pewne zasady roztropności, sprawiedliwości, miłości, posłuszeństwa, które się tak lekkomyślnie nie zmieniają, a których Kościół katolicki jest najwierniejszym stróżem. Zresztą niemasz pomyślnego rozwoju narodów bez pewnej stałości urządzeń politycznych i społecznych.

4-o. Pożądaną jest rzeczą, a nawet konieczną, aby wszystkie słoje społeczeństwa doszły do obfitego udziału w dobrobycie materialnym, nie mniej jednak całkowite zniesienie ubóstwa i bezwzględna równość w podziale bogactw są zarówno niebezpiecznymi jak urzeczywistnić się niedającymi utopiami. Niema przecież żadnej konieczności, a nawet żadnej możliwości, aby wszyscy obywatele kraju zarówno wykonywali władzę. Niepodobna zwłaszcza, aby jakieś społeczeństwo istniało bez władzy i bez ulegania. Powinnaby zatem rewolucja, jeśli chce być prawomyślną i społecznie możliwą, porzucić przede wszystkim niektóre swe podstawowe zasady, ale wówczas możeby przestała już być rewolucją.

5-o- Nie, żadną miarą, chrystianizm nie był nigdy w swych początkach rewolucyjny. Nie burzył on nigdy żadnej z religijnych i społecznych podstaw, na których osadził Bóg rodzaj ludzki. On je zmieniał, umacniał, rozszerzał, uświęcał, to prawda, ale też nic więcej. Chrystus i Apostołowie oddawali cesarzowi, co było cesarskiego, gdyż Bóg go im dał, i Kościół nigdy od tej zasady nie odstępował. System polityki chrześcijańskiej, miejsce którego chce zająć rewolucja, bywał stosowany – co do swej istoty – już w Starym Testamencie i w tradycji najdawniejszych patriarchów. Rewolucja zatem sprzeciwia się zarówno pierwszym czynom Stwórcy, jak ostatnim Odkupiciela.

6-o. Chrystianizm w najwyższym stopniu nie podoba się rewolucji, nie tylko z powodu swych zewnętrznych węzłów z dawnymi instytucjami politycznymi, z dawnym rzeczy porządkiem, ale także – i to głównie z powodu bezwzględnej zapory, jakiej chrystianizm nie może nie stawiać zasadom rewolucji takiej, jakeśmy wyłożyli powyżej. We Francji w końcu zeszłego, a w pewnych chwilach i bieżącego wieku prześladowano Kościół jako Kościół, jako instytucję duchową i nadprzyrodzoną, jako dzieło Jezusa Chrystusa; tak samo było u innych państw i narodów. Rewolucja zatem, czy się przyznaje do tego czy nie, jest objawem antykatolickim i antyreligijnym.

7-o. Duchowieństwo katolickie i wierni katolicy są wtedy tylko wrodzy i nieposłuszni prawom świeckim, gdy te prawa są złe, antykatolickie, to znaczy kiedy one nie są prawdziwymi prawami. Gdyby rewolucja takich praw nie kuła, nie miałaby potrzeby uskarżać się na katolików. Ale jakże może im zarzucać nieufność i opór, skoro sama rozpoczyna walkę?

8-o. W wielu bardzo okolicznościach dał Kościół dowody, że umie być pobłażliwym, zgodnym, cierpliwym i współczującym; łatwo zapomina o zadanych sobie ranach i o spowodowanych nieszczęściach. Czyż na przykład szlachetną ręką nie przekreślił strasznych rachunków, wynikających z łupiestwa, jakiego od stu lat z górą byt ofiara we Francji, w Ameryce południowej, w Hiszpanii i indziej? Ale szlachetność i dobroć ma swe granice, których nieroztropnie byłoby przekraczać, i Kościół ich nigdy nie przekroczy. Gdyby rewolucja ze swej strony chciała okazać tyleż rozumu, miłości i dobroci, łatwoby przyszło do zgody. A gdy do niej dojdziemy, wówczas błędne zasady i kłamliwe rewolucyjne dogmaty nie będą miały żadnego wpływu na rodzaj ludzki.

9-o. Rewolucja złamała rzeczywiście niektóre zapory, pod jakimi jęczał Kościół; jednym uderzeniem strzaskała pewne nieprzyjemne warunki i położenia, zwłaszcza dla honoru i moralności duchowieństwa świeckiego i zakonnego. Serdecznie pragnęlibyśmy dziękować za to rewolucji; ale niestety musimy przyznać, że dokonała ona tego przeciw swej woli, a natomiast o ile mogła zachowała albo na nowo ukuła te zapory dawnych rządów, te prawa i te dążności gallikańskie, józefinistowskie, któreby powinna całkowicie odepchnąć, zamiast szukać w nich dla siebie udziału i korzyści.

10-o. Ani konkordat z r. 1801, ani inne po nim idące nie są ze strony Kościoła uznaniem rewolucji w jej zasadach i czynach, lecz tylko uregulowaniem pewnych faktów nowych, z rewolucji wynikłych. Zasady i zachowanie się rewolucji względem Kościoła jest samo w sobie ziem, a przeto Kościół uznawać rewolucji nie może. Poddaje się pewnym faktom, znosi cierpliwie takowe, ale na tym koniec. Ale że nie wszystkie przez rewolucję wytworzone fakta i sytuacje nowe są, z natury swej złe, że często fakta te są same w sobie obojętne, przeto Kościół może je regulować i obracać je ku dobru i uświęceniu narodów. Mógł więc na przykład zgodzić się Kościół na nowe rozgraniczenie metropolii i diecezji we Francji, na przyznanie nowej organizacji parafiom, na zapewnienie nowego sposobu materialnego utrzymania duchowieństwa, na przyznanie rządowi prawa mianowania biskupów i t. p. Przez ustępstwa te wszakże Kościół wcale nie chciał, a nawet nie mógł za prawne uznawać niesprawiedliwych i bezbożnych czynów, jakimi brutalnie rozbito dawne stosunki religijne i państwowe. Takie rozróżnienie jest w sprawie niniejszej olbrzymiego znaczenia.

(Prw. Mgr. Sauve. Questions religieuses et sociales de notre temps; Mgr. Freppel La revolutions francaises, a propos du centenaire de 1789; prw. Także dzieła historyczne o Kościele w czasie i po rewolucji. I-Chrz. Jaugey, Accord de l’Eglise et de l”Etat)

_______________________________________

Tłum. i opr. x. Władysław Szcześniak

J. Didiot, hasło: REWOLUCJA, w: Słownik Apologetyczny Wiary Katolickiej podług D-ra Jana Jaugey’a, opracowany i wydany staraniem x. Wł. Szcześniaka, Mag. Teol. i grona współpracowników, T. III. Warszawa 1899, s. 428-431.

Totalitarne prawo nie działa…

Posted by admin under News

Siedem osób, w tym interweniujący policjant, zostało rannych w strzelaninie w Rybniku. Mężczyzna, który ich ranił został już obezwładniony, ranni trafili do szpitala – podała śląska policja.
- Mężczyzna został już obezwładniony, osoby ranne zostały przewiezione do szpitala, na miejscu są ekipy pogotowia – relacjonowała nadkomisarz Aleksandra Nowara z rybnickiej policji.

Rzeczniczka rybnickiej policji nadkomisarz Aleksandra Nowara powiedziała, że policjanci zostali wezwani do awantury na osiedlu domków jednorodzinnych przy ul. Braci Nalazków. – W mieszkaniu było kilka osób, w tym dzieci. Mężczyzna wziął broń i zaczął strzelać. Na miejsce przyjechali m.in. antyterroryści – powiedziała policjantka.

Według Nowary, wśród osób rannych jest jedno dziecko, a także żona szaleńca, jego teściowie i najprawdopodobniej sąsiadka. Wszyscy zostali przewiezieni do szpitala. Nie ma na razie informacji na temat stanu ich zdrowia. Ze wstępnych informacji policji wynika, że najgroźniej ranna jest żona 39-latka, postrzelona w klatkę piersiową. Napastnik został “zaledwie draśnięty” – przekonują policjanci. – Mężczyzna miał przy sobie karabin maszynowy i pistolet. Trafił z raną postrzałową do szpitala, gdzie pilnują go policjanci – powiedział rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski. Jak dodał rzecznik, dzieci, które były świadkami strzelaniny, zostaną otoczone opieką policyjnych psychologów.

Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że mężczyzna cierpi na depresję, ma problemy z alkoholem, a także finansowe. Według informacji policji, 39-latek był zatrudniony w jednej z kopalni, ale nie jest pewne, czy nadal tam pracował. – Rodzina twierdzi, że wracał o dziwnych porach do domu, jak gdyby nie chodził do pracy – powiedział jeden z funkcjonariuszy. Policja, która zabezpieczyła miejsce tragedii, wyjaśnia okoliczności i przyczyny tego tragicznego zdarzenia. Przesłuchiwani są jego świadkowie.

PAP, arb

Od redakcji: chwila, moment, nikt w telewizji nie zauważył jakże oczywistego faktu – według zwolenników obecnego systemu zakaz posiadania broni sprawia, iż żaden bandyta nie będzie mógł nas zastrzelić, a szaleńcy nie urządzą masakry rodem z kampusów w USA (nawiasem mówiąc, na których właśnie niedozwolone jest noszenie pistoletu czy rewolweru). Tymczasem okazuje się, że przy odrobinie dobrej/złej (w zależności od intencji) woli obywatel jest w stanie nielegalnie zdobyć… karabin maszynowy. Z dedykacją dla naszych rządzących:

Morderstwa per capita (nota bene: Stany Zjednoczone, którymi tak straszy się Polaków, są bezpieczniejsze od naszego kraju. Podobnie z większością członków UE, które mają o wiele bardziej liberalne przepisy dotyczące posiadania broni…)

JKM vs Maciej Wieczorkowski (cz. 1)

JKM vs Maciej Wieczorkowski (cz. 2)

Broń daje wolność

Adam Danek dla Reakcjonisty!

Posted by admin under Portal

Adam Danek

Z największą przyjemnością informujemy, iż jeden z najsłynniejszych młodych publicystów na prawicy, związany z Falangą, znany szerzej z wystąpień w programie “Młodzież kontra” z ramienia SM UPR zgodził się publikować na naszym portalu!

Adam Danek – magister politologii, w 2009 r. obronił na Uniwersytecie Jagiellońskim pracę „Myśl prawno-polityczna Zygmunta Cybichowskiego”. Były Prezes małopolskiego oddziału Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Stały współpracownik miesięcznika „Opcja na Prawo”. Publikował w tygodnikach „Myśl Polska” i „Najwyższy CZAS!”, w periodykach „Reakcjonista. Pismo Tradycjonalistycznej Prawicy”, „Rycerz Lepanto. Biuletyn Młodych Sympatyków SKCh im. Księdza Piotra Skargi”, „Templum Novum. Kanonada Narodowego Romantyzmu”, „Rojalista — Pro Patria” oraz internetowym magazynie „Młodzież Imperium”. Archaista. Na Konwencie Organizacji Monarchistów Polskich (25 października 2008 r.) mianowany II Viceprezesem OMP. Sprawował tę funkcję do 19 lipca 2010 r.

Dołożymy wszelkich starań, ażeby w najbliższym czasie grono osób współpracujących z naszą witryną znacznie wzrosło.

Wczoraj w Sejmie odbyła się konferencja “Turystyka aborcyjna w Polsce” zorganizowaną przez Marka Balickiego oraz Federację na Rzecz Planowania Rodziny. Polskie feministki, a także (również zagraniczni) goście przekonywali, iż obecny kompromis aborcyjny jest zły i należy złagodzić przepisy dotyczące przerywania ciąży. Szefowa Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Wanda Nowicka przekonywała, że turystyka aborcyjna jest zjawiskiem coraz bardziej powszechnym. – Od wielu lat przedstawicielki Federacji jeżdżą za granicę i spotykają lekarzy, którzy pytają: dlaczego Polki przyjeżdżają do nas, by przerwać ciążę? Z jednej strony cieszymy się, że kobiety wyjeżdżają za granicę, gdzie mają dostęp do usług najwyższej jakości i są dobrze traktowane, ale one powinny mieć taką możliwość tutaj w kraju – mówiła. Dodała, że problem ustawy nie zakończył się, gdy została przyjęta – on się dopiero wtedy rozpoczął. – Temat nie jest zamknięty, on jest otwarty i ta ustawa musi zostać zmieniona – podkreśliła Nowicka.
W ocenie uczestników konferencji, co roku kilkadziesiąt tysięcy Polek dokonuje aborcji za granicą.
- Żadna kobieta nie przerywa ciąży dla przyjemności, tylko z tych czy innych powodów czuje się do tego zmuszona – podkreślił dr Janusz Rudziński z Niemiec, kierownik oddziału Onkologii Ginekologicznej, Specjalnej Ginekologii Operacyjnej i Chirurgii Estetycznej w klinice w Prenzlau.

/na podstawie RP.pl/

Od Reakcjonisty.pl: Jeśli ktokolwiek jeszcze ma wątpliwości, jak wygląda aborcja, odpowiadamy:


ABORCJA JEST MORDERSTWEM!

Jak feniks z popiołów…

Posted by admin under Portal

Dieu le Roi!

Jak feniks z popiołów odradza się Reakcjonista.pl! Z największą przyjemnością poprowadzę portal, który – również dzięki wam – może stać się oazą normalności w czasach, gdy demoliberalne szaleństwo rozlało się po świecie, a rzeczy plugawe uznano za sacrum. Wartości takie jak “wiara”, “naród”, “wolność” czy “tradycja” dla wielu brzmią śmiesznie, jednak my, ludzie prawicy, zobowiązani jesteśmy do obrony tych samych wartości, które bronili szuanie przed rewolucyjną dziczą, cristeros ginący w imię krzyża, biali generałowie i hiszpańscy narodowcy przeciwstawiający się bolszewickiej zarazie czy endecy w ramach Narodowych Sił Zbrojnych walczący z socjalizmem narodowym i internacjonalistycznym. Portal ten w zamierzeniu ma stać się miejscem, w którym każdy prawicowiec znajdzie przydatne dla siebie informacje. Zwolennicy katolickiej kontrrewolucji, libertarianizmu, tradycjonalizmu integralnego, nacjonalizmu (zarówno narodowo-demokratycznego, jak i narodowo-radykalnego), rewolucji konserwatywnej będą zadowoleni.

Szczerze liczę na to, iż już wkrótce portal Reakcjonista.pl stanie się jednym z najciekawszym miejsc po prawicowej stronie sieci.

Czy za naszego życia dojdzie do powrotu do Tradycji? Czy Europa jest ostatecznie stracona? Nie traćmy nadziei. Pamiętajmy o słowach Nicolasa Gomeza Davili: “Kiedy reakcjonista mówi o ‘nieuchronnej restauracji’, to nie należy zapominać, że reakcjonista liczy w tysiącleciach.”